piątek, 16 września 2011

Ricepaper i 393 Pearl :)

Witajcie:)

Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować dwa cienie: Ricepaper z MACa oraz 393 Pearl z Inglota. Oba mam już od dłuższego czasu w swojej paletce, ale dopiero niedawno je do siebie porównałam. Ku mojemu zdziwieniu są to odcienie dosyć do siebie zbliżone. Na oku nie widać praktycznie żadnej różnicy pomiędzy nimi. Pomyślałam, że chętnie podzielę się z Wami tą wiedzą :)
Może ktoś marzy o Ricepaper,a tak może wypróbować tańszy 393 z Inglota.Patrząc na cienie wydaje się, że są to dwa różne odcienie beżu, ale po nałożeniu na palec są praktycznie identyczne. Może Ricepaper jest minimalnie bardziej beżowy. Tego typu niuanse nie są w żaden sposób widoczne na powiece, a plusem Inglota jest to, że zdecydowanie łatwiej się go nakłada i jest 5 razy tańszy:)
Poniżej kilka zdjęć, abyście przekonały się same:)

Macie może swoje odpowiedniki Inglota z Maca?







wtorek, 13 września 2011

Bronzer Hean- mój zamiennik Matte Bronze z MACa

Niedawno pisałam Wam o bronzerze z Matte Bronze z MACa. Jest to genialny produkt, jednak w salonie kosztuje 95 złotych. To trochę dużo jak na tego typu produkt. Z tego powodu chciałam Wam też pokazać jego odpowiednik z firmy Hean. Nie jest on identyczny, jednak bardzo podobny.




Na pierwszy rzut oka bronzer Hean ma drobinki, jednak na skórze są niewidoczne. Uzyskujemy efekt matowego bronzera, który doskonale nadaje się do konturowania twarzy. Co więcej ma bardzo podobny odcień do tego z MACa. Był to mój pierwszy produkt tego typu, który pokochałam całym sercem:) Teraz został odrzucony na rzecz Matte Bronze ze względu na trudniejszą aplikację i gorsze opakowanie. Jest on także trudnodostępny w sklepach stacjonarnych, można zakupić go przez internet.Podobnie jak droższa wersja daje bardzo naturalny i matowy efekt.


Pomimo tych trzech minusów z całym sercem mogę polecić bronzer z Hean. To produkt bardzo wydajny, świetnie wyglądający na twarzy, a także utrzymujący się przez cały dzień! Zapłaciłam za niego na stanowisku kosmetycznym w sklepie E.Leclerc około 11 złotych, więc cena świetna! Jeśli będziecie miały go okazję wypróbować to serdecznie polecam, zwłaszcza jeżeli interesuje Was effekt zbliżony do Matte Bronze.

poniedziałek, 12 września 2011

Balsam do ust w sztyfcie Tisane

Dzisiaj szybciutka notka, ponieważ w ostatnich dniach mam bardzo dużo pracy :(

Chciałam się z Wami podzielić moim absolutnym KWC, który odkryłam niedawno. Jest to pomadka do ust Tisane. Wybrałam wersję w sztyfcie ze względu na jej praktyczność. Kiedyś moja mama używała Tisane w słoiczku, ale wtedy nie przypadło mi do gustu przez zapach. Po latach jak widać gust się zmienił :)

Moje pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Pomadka ma delikatny, ale zarazem przyjemny zapach, którego nie umiem opisać:) Jest dosyć tłusta, ładnie nawilża. Bez problemu poradziła sobie z moimi popękanymi i spierzchniętymi wargami w jeden dzień. Jej aplikacja jest dla mnie samą przyjemnością i mogłabym nakładać ją na usta cały czas.

Dopatrzyłam się tylko jednego minusa- jest ona strasznie niewydajna. Używam jej kilka dni, fakt faktem często, a już nie mam połowy. Co więcej złamała mi się, więc aplikacja jest teraz mniej przyjemna.
Jednak wybaczam jej te wady za cudowne działanie:) Przebiła ona nawet moją wielką miłość, czyli balsam do ust EOS :) To mój zdecydowany ulubieniec.

Czytałam opinie, że wersja w sztyfcie jest lżejsza i ma gorsze właściwości, jednak nie wiem jak jest naprawdę. Kupiłam sobie już Tisane w słoiczku, który czeka aż wykończę sztyft :)
Naprawdę polecam ten balsam, z resztą bardzo wiele dziewczyn pochlebnie się o nim wypowiada :)


(zdjęcie z internetu)

sobota, 10 września 2011

Moje ulubione cienie na dzień

Na początku bardzo chciałam prosić Was o zagłosowanie na moją pracę(jeżeli się Wam podoba)w konkursie internetowym Sekretów Urody: LINK. Za wszystkie głosy z góry dziękuję :)


Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować cienie, których najczęściej używam na dzień. Moimi ulubionymi firmami są Inglot oraz MAC. Jak dla mnie ich produkty są porównywalnej trwałości oraz jakości. Mam około 30 wkładów z tych firm oraz Kobo. Najczęściej jednak używam poniższych cieni.

Jak dla mnie są to doskonałe odcienie do stworzenia makijażu dziennego lub wieczorowego. Kiedy nie mam czasu wystarczy zaledwie kilka chwil i już jestem w stanie wyczarować całkiem niezły make-up.
Generalnie polecam wszystkim właśnie te odcienie, gdyż używam ich praktycznie codziennie i stwierdzam, że są naprawdę godne uwagi. Na bazie z Kobo wytrzymują one ponad 12 godzin na moich tłustych powiekach!


Do codziennego makijażu stosuję cienie:

1.MAC:


-Ricepaper- świetlisty beż. Używam go do rozświetlenia łuku brwiowego, kącików oka oraz jako cień bazowy.
-Dark Edge- ciepły brąz z czwóreczki Tempting Quad. Podkreślam nim zewnętrzny kącik oka.

2. Inglot

-Pearl 453- biały, perłowy cień. Zazwyczaj stosuję go do rozświetlenia zewnętrznych kącików oka.
-Matte 378-ciemny, zimny brąz. Podkreślam nim kontur oka oraz zewnętrzny kącik.
-Matte 353-jasny, cielisty odcień. W każdym makijażu stosuję go jako cień bazowy.
-Matte 358-szaro-brązowy cień. Świetnie sprawdza się w załamaniu powieki.

Muszę dodać, że ostatnio pokochałam również z całego serca jasny róż Next to Nothing z MAC oraz dwa matowe cienie z Inglota: 318(biel) i 339(szarość).
Są to kosmetyki, którymi wykonuję mój codzienny makijaż już od dłuższego czasu:)

ROZDANIE

Zapraszam na rozdanie do Shevy z Tokyo. Można wygrać paletki Sleek i cienie z MAC :) Ja będę próbować :P Link

Płyn micelarny Bourjois

Witajcie!

Dziś chciałam Wam zaprezentować krótką recenzję płynu micelarnego z Bourjois.
Zakupiłam go z czystej ciekawości na jednej z promocji w Rossmannie. Kosztował on około 11 złotych, natomiast cena regularna to prawie 14 złotych. Za tę sumę otrzymujemy 250 ml produktu.

Jego opakowanie jest trochę niepraktyczne, ale nie jest to wielka wada dla mnie.
Porównywany on jest do słynnej Biodermy, którą również posiadam. Myślę, że działa on gorzej od niej, jednak na moje potrzeby jest wystarczający. Twarz jest przyjemnie odświeżona. Bez problemu zmywam makijaż wodoodporny oraz podkłady. Podoba mi się efekt jaki pozostawia na skórze i to jak dokładnie ją oczyszcza.


Bardzo polubiłam ten płyn i po jego zużyciu od razu zakupiłam kolejne opakowanie:) Myślę, że za tę cenę otrzymujemy naprawdę godny polecenia i wydajny produkt. Nie można porównywać go do Ziaji Sopot, gdyż jest o niebo lepszy. Jednak nie da się ukryć, że nie działa tak dobrze jak Bioderma.


Generalnie moim zdaniem warto go przetestować. Jego cena nie jest zbyt wygórowana, a możemy znaleźć w nim micelowego ulubieńca, tak jak ja:)


I ostatni news na dzisiaj:)
Zapraszam na bardzo fajne rozdanie na blogu Mistress of colors!

środa, 7 września 2011

Moje zdobycze wakacyjne:)

Witajcie,

Na wstępie chciałam podziękować wszystkim komentującym, 2 fankom na Facebooku oraz moim obserwatorom:) Zwiększająca się liczba osób zaglądających na bloga bardzo mnie motywuje i powoduje uśmiech na mojej twarzy:) Dziękuję!

Chociaż wakacje minęły u mnie już jakiś czas temu to pragnę Wam pokazać moje zdobycze kosmetyczne:)

Będąc w Grecji zakupiłam sobie zestaw kosmetyków naturalnych firmy, której wcześniej nie znałam. Za około 8 euro dostajemy krem do stóp, krem do rąk, balsam do ciała, masło do ciała oraz pomadkę ochronną. Pojemności produktów w tubkach to 30 ml, są to pojemności podróżne. Dla mnie była to genialna sprawa, gdyż w fajnej cenie mogłam przetestować greckie kosmetyki, które nie zawierają parabenów :) Nie zawiodłam się na nich, jednak nie pokochałam ich też na zabój. Są to dobre produkty pielęgnacyjne, ale po ich skończeniu nie będzie mi żal :) Generalnie mogę stwierdzić, iż nawilżają całkiem przyzwoicie. Konsystencja masła do ciała nie jest ciężka, zatem dobrze sprawdza się podczas wakacji.



Drugim kosmetykiem jaki udało mi się upolować był lekki krem brązujący z firmy Dermacol. Kosztował jedyne 1,5 euro :) Na początku byłam bardzo zachęcona perspektywą pięknej opalenizny na twarzy, dlatego chętnie go używałam. Ma bardzo przyjemną konsystencję i zapach. Nie zapychał mnie ani też nie powodował jakiś problemów. Brązuje on bardzo powoli, jest wydajny, więc szybko mi się znudził :) Myślę, że zużyję go do ciała.



wtorek, 6 września 2011

Oh So Special i Complexion Perfection

Dzisiaj krótka notka, bo od dwóch dni nic innego nie robię tylko pracuję.
Chciałam się za to podzielić z Wami tym co dziś do mnie przyszło:)
Jest to wyczekiwana paletka Sleek Oh So Special oraz puder Elf Complexion Perfection. Póki co mogę powiedzieć tylko, że paletka ma piękne kolorki i chyba się polubimy.
Puder dotarł do mnie odrobinę pokruszony, ale nie wpływa to na używanie :)

Kilka zdjęć :)