sobota, 24 września 2011

Nowy balsam do ust Carmex

Byłam dziś w Naturze i ku swojemu zaskoczeniu zauważyłam nowy balsam do ust Carmex. Miałam kiedyś jego wiśniową wersję w sztyfcie, ale bardzo się nie polubiłyśmy i wymieniłam go szybko. Tym razem postanowiłam jednak dać szansę nowości:)

Ma to być wersja ultra nawilżająca. Wybrałam wersję kolorystyczną, chociaż do wyboru  była również opcja tradycyjna.Otrzymałam całkiem ładną pomadkę, która ma działanie normalnego Carmexu jak dla mnie. Plusem jest kolor, który delikatnie podkreśla usta na różowo. Uwielbiam to jak wygląda :)


Moje serce podbiło również eleganckie i praktyczne opakowanie. Cena to około 16 złotych, a to trochę dużo jak na 2g produktu. Myślę, że nie zakupię go ponownie, chociaż podoba mi się różowy połysk na ustach. Jeśli ktoś jest fanem Carmexu to będzie to miła odmiana i myślę, że można spróbować. Generalnie jednak nie sądzę, aby podbił moje serce bardziej niż Tisane.


czwartek, 22 września 2011

MAC, Inglot czy Kobo?

Dzisiaj chciałam zrobić zbiorczą notkę o cieniach i tym, które z nich lubię najbardziej. Posiadam w swojej palecie najwięcej cieni Inglota, kilka Maca i trzy Kobo.

Pojawiło się już wiele notek czy filmików na temat, które z nich są lepsze. Opinie były różne, jednak moim zdaniem cienie Inglota totalnie w niczym nie ustępują Macowi, do Kobo wciąż jeszcze nie jestem przekonana.
Uważam, że Inglot produkuje trwałe, łatwe do nałożenia i zblendowania cienie. Mac z kolei ma niezwykle ciekawe kolory, ale nie da się ukryć, że dostępność, cena oraz cięższe nakładanie są sporymi wadami. Kiedy nie miałam żadnego cienia Maca myślałam jakie super są, chociaż na co dzień używałam Inglota. Po kupieniu sobie Traxa i Club nie wiedziałam na czym polega ich fenomen. Trochę czasu minęło zanim nauczyłam się ich używać. Nie da się ukryć, że na powiekach różnica pomiędzy mieniącymi się kolorami Maca a odcieniami Inglota nie będzie zbyt wielka. Na moich tłustych powiekach na bazie Kobo zarówno Mac, jak i Inglot utrzymują się w nienaruszonym stanie 13 godzin, zatem tu nie widzę różnicy.

Cienie Kobo mam w ostrych kolorach, więc nie używam ich bardzo często. Nie mam żadnych matowych cieni na dzień, więc nie umiem się wypowiedzieć jak zachowują się przy codziennym używaniu.

Jeśli kogoś nie stać na Maca to nie ma co się przejmować, bo Inglot ma taką samą jakość, lepszą aplikację i 5 razy niższe ceny. A co więcej można go kupić w każdym większym centrum handlowym. Mac ma bardzo ciekawe kolory, jak mój śliczny Expensive Pink. Nie uważam jednak, że chciałabym kupować 30 cieni za taką sumę, warto zakupić pojedyncze kolory, jak na przykład Club. Nie zdecydowałabym się jednak na kupowanie dziennych cieni tylko i wyłącznie z Maca. Inglot za granicą jest równie drogi co Mac i uważany jest za tak samo dobry. Nie wiem czemu w Polsce ciągle się go uważa za niską półkę. Mam nadzieję, że w końcu się to zmieni :)

Pokazuję Wam moją paletkę z opisami cieni. Zaznaczyłam te, których używam codziennie :)





I rząd poz.: 453 Pearl, 318 Matte, 353 Matte, Next to Nothing, 393 Pearl, Ricepaper, 103 AMC Shine
II rząd: 112 AMC Shine, 59 Pearl, 53 AMC Shine, Tempting, 358 Matte, 378 Matte, Dark to Edge
III rząd: 144 Shine, Expensive Pink, Trax, 445 Pearl, 308 Matrix, Nocturnelle, 118 Shine
IV rząd: Kobo 213, Kobo 212, Vex, 339 Matte, 573 Wosk do brwi,
V rząd: Kobo 207, Sharp, 454 Pearl, Club, Color Appeal Trio 319 Golden Green, 317 Brun Mordore

wtorek, 20 września 2011

Przesyłka z Truskawki :)

Witajcie kochane!

Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moją przesyłką ze Strawberry.com :) Swego czasu była promocja na Grouponie na zakupy w tym serwisie, zakupiłam kupon i zastanawiałam się co sobie wybrać:) Plusem była darmowa przesyłka.


Nie mając konkretnych typów zdecydowałam się na MACa, bo mam do niego bardzo ograniczony dostęp. Padło na cień Expensive Pink, chciałam go kiedyś zakupić w salonie firmowym, ale akurat tego jednego nie mieli :(

Nic straconego, gdyż na Truskawce był, tyle że  w opakowaniu. Trochę szkoda, bo wolę wkłady, ale z tym sobie poradziłam od razu i za pomocą prostownicy go wyjęłam:)



Poniżej zdjęcia, swatche i już wyjęty z pudełka wkład. Zdecydowanie to mój najładniejszy cień z MACa. Mieni się na kolory: pomarańcz, złoto i różowy. Do moich zielonych oczu pasuje idealnie, łatwo się nakłada i jest doskonale napigmentowany. Ja jestem nim naprawdę oczarowana :) Znacie go? Lubicie?



poniedziałek, 19 września 2011

GlamBox- czy warto?

Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować GlamBox, czyli paletkę magnetyczną na cienie stworzoną przez Digitalgirl.Co mogę o niej powiedzieć?


Bardzo cieszyłam się, że trafi w moje łapki, gdyż zamówiłam ją w pierwszej turze ślicznych paletek. Nie zdążyłam na inne wzory, ale nie ma to dla mnie większego znaczenia.
W palecie bardzo podoba mi się jej rozmiar. Nie jest ani za duża ani za mała, mieści się tam cała moja kolekcja cieni :) W założeniu ma tam wejść 35 cieni okrągłych Inglot/Mac/Kobo.
Jest bardzo praktyczna, łatwo się jej używa, a magnes dobrze trzyma. Minusem jest jednak materiał, z którego jest wykonana paleta. Miałam szczęście i moja podczas transportu miała tylko jedno maleńkie wgniecenie. Jednak uważam, ze kupując tego typu paletkę nie powinna ona przychodzić do nas zniszczona. Nie tego oczekuję od jakiegokolwiek produktu zamawianego przez internet.



Generalnie polecam paletkę, słyszałam, że teraz pakowane są lepiej i nie niszczą się. Niestety, nie trzeba było długo czekać i pojawiły się podróbki GlamBoxa w internecie za tę samą cenę. Uważam, że to bardzo niefajne działanie. Zwłaszcza, że DigitalGirl zaproponowała naprawdę ciekawą oprawę graficzną.

piątek, 16 września 2011

Ricepaper i 393 Pearl :)

Witajcie:)

Dzisiaj chciałam Wam zaprezentować dwa cienie: Ricepaper z MACa oraz 393 Pearl z Inglota. Oba mam już od dłuższego czasu w swojej paletce, ale dopiero niedawno je do siebie porównałam. Ku mojemu zdziwieniu są to odcienie dosyć do siebie zbliżone. Na oku nie widać praktycznie żadnej różnicy pomiędzy nimi. Pomyślałam, że chętnie podzielę się z Wami tą wiedzą :)
Może ktoś marzy o Ricepaper,a tak może wypróbować tańszy 393 z Inglota.Patrząc na cienie wydaje się, że są to dwa różne odcienie beżu, ale po nałożeniu na palec są praktycznie identyczne. Może Ricepaper jest minimalnie bardziej beżowy. Tego typu niuanse nie są w żaden sposób widoczne na powiece, a plusem Inglota jest to, że zdecydowanie łatwiej się go nakłada i jest 5 razy tańszy:)
Poniżej kilka zdjęć, abyście przekonały się same:)

Macie może swoje odpowiedniki Inglota z Maca?







wtorek, 13 września 2011

Bronzer Hean- mój zamiennik Matte Bronze z MACa

Niedawno pisałam Wam o bronzerze z Matte Bronze z MACa. Jest to genialny produkt, jednak w salonie kosztuje 95 złotych. To trochę dużo jak na tego typu produkt. Z tego powodu chciałam Wam też pokazać jego odpowiednik z firmy Hean. Nie jest on identyczny, jednak bardzo podobny.




Na pierwszy rzut oka bronzer Hean ma drobinki, jednak na skórze są niewidoczne. Uzyskujemy efekt matowego bronzera, który doskonale nadaje się do konturowania twarzy. Co więcej ma bardzo podobny odcień do tego z MACa. Był to mój pierwszy produkt tego typu, który pokochałam całym sercem:) Teraz został odrzucony na rzecz Matte Bronze ze względu na trudniejszą aplikację i gorsze opakowanie. Jest on także trudnodostępny w sklepach stacjonarnych, można zakupić go przez internet.Podobnie jak droższa wersja daje bardzo naturalny i matowy efekt.


Pomimo tych trzech minusów z całym sercem mogę polecić bronzer z Hean. To produkt bardzo wydajny, świetnie wyglądający na twarzy, a także utrzymujący się przez cały dzień! Zapłaciłam za niego na stanowisku kosmetycznym w sklepie E.Leclerc około 11 złotych, więc cena świetna! Jeśli będziecie miały go okazję wypróbować to serdecznie polecam, zwłaszcza jeżeli interesuje Was effekt zbliżony do Matte Bronze.

poniedziałek, 12 września 2011

Balsam do ust w sztyfcie Tisane

Dzisiaj szybciutka notka, ponieważ w ostatnich dniach mam bardzo dużo pracy :(

Chciałam się z Wami podzielić moim absolutnym KWC, który odkryłam niedawno. Jest to pomadka do ust Tisane. Wybrałam wersję w sztyfcie ze względu na jej praktyczność. Kiedyś moja mama używała Tisane w słoiczku, ale wtedy nie przypadło mi do gustu przez zapach. Po latach jak widać gust się zmienił :)

Moje pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. Pomadka ma delikatny, ale zarazem przyjemny zapach, którego nie umiem opisać:) Jest dosyć tłusta, ładnie nawilża. Bez problemu poradziła sobie z moimi popękanymi i spierzchniętymi wargami w jeden dzień. Jej aplikacja jest dla mnie samą przyjemnością i mogłabym nakładać ją na usta cały czas.

Dopatrzyłam się tylko jednego minusa- jest ona strasznie niewydajna. Używam jej kilka dni, fakt faktem często, a już nie mam połowy. Co więcej złamała mi się, więc aplikacja jest teraz mniej przyjemna.
Jednak wybaczam jej te wady za cudowne działanie:) Przebiła ona nawet moją wielką miłość, czyli balsam do ust EOS :) To mój zdecydowany ulubieniec.

Czytałam opinie, że wersja w sztyfcie jest lżejsza i ma gorsze właściwości, jednak nie wiem jak jest naprawdę. Kupiłam sobie już Tisane w słoiczku, który czeka aż wykończę sztyft :)
Naprawdę polecam ten balsam, z resztą bardzo wiele dziewczyn pochlebnie się o nim wypowiada :)


(zdjęcie z internetu)