niedziela, 11 grudnia 2011

Mój sposób na OCM

Zapewne wiele z Was słyszało o metodzie oczyszczania twarzy olejami, zwaną też w skrócie OCM. Dziewczyny na Youtube i blogach wychwalały ją pod niebiosa. Ja byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona, nie tyle ze względu na to, że mam tłustą skórę, lecz z powodu braku miłości do olejów wszelkiej maści. Ich tłusta konsystencja nie przemawia do mnie. Pewnego razu kiedy żel Normaderm przesuszył mi skórę twarzy stwierdziłam, że nic nie stracę jeżeli spróbuję OCM.


Wczoraj skończyłam 100 ml mieszanki olejów, więc mogę podsumować jak to wygląda po miesiącu użytkowania. Po pierwsze nie wiedziałam, że sprawi mi to tak ogromną przyjemność. Bardzo polubiłam moment nakładania olejku i automasażu twarzy. 
Do zmywania mieszanki nie używam ściereczki muślinowej ani ręczniczka. Sprawiało mi to zbyt dużo zachodu, a ja cierpię na notoryczny brak czasu, więc wybrałam szybsze rozwiązanie. Jest nim gąbeczka, którą można dostać w każdej drogerii, w Rossmannie kosztuje trochę ponad 3 zł. Łatwo ją umyć i bardzo dobrze zmywa olej z twarzy.



Demakijaż za pomocą mieszanki olejowej sprawił, że moja skóra jest rozświetlona, bardziej zdrowa, a co więcej nie pojawia się na niej tyle wyprysków co zwykle. Jestem zachwycona OCM i na pewno będę kontynuować tę metodę :) Przede mną jeszcze wiele kombinacji olejów, na chwilę obecną moja mieszanka to olej rycynowy, olej z wiesiołka, oliwka, olej z rybek do twarzy, które można kupić w Rossmannie. Taki skład nie przesusza mi cery, a co więcej świetnie zmywa nawet tusz czy podkład.

Polecam spróbować jak OCM działa na własnej skórze :) Próbowałyście tej metody? Jak wyglądają wasze mieszanki?

niedziela, 4 grudnia 2011

Nowe nabytki z Inglota

Jakiś czas temu byłam na stoisku Inglota i zakupiłam sobie kilka nowych drobiazgów. Pierwszym z nich jest płyn do dezynfekcji pędzli w sprayu. Kosztował około 16 złotych, jego pojemność to 150 ml i ważny jest jest 12 miesięcy od daty otwarcia. Użyłam go już kilka razy i mogę powiedzieć, że jest niewydajny. Co więcej dozownik nie psika mgiełką, tylko strumieniem co mnie też przeszkadza. Plusem jest, że w miarę dobrze czyści pędzle. Po jego użyciu pędzle są odrobinę sztywne, ale wystarczy je potrzeć ręką, żeby znów były mięciutkie :) Generalnie specjalnie mnie nie zachwycił.


Drugim kosmetykiem jest granatowy cień do oczu o numerku 321, jego cena to 10 złotych. To matowy kolor, który bardzo przypadł mi do gustu. Świetnie się z nim pracuje i genialnie wygląda na oku. Pigmentacja naprawdę powala. Bardzo polecam ten cień wszystkim, którzy szukają głębokiego odcienia granatu. 



Ostatnim produktem jest kolejny cień do powiek, ale w większym pudełeczku. Jest to numer 390, to naturalny beż, który wyrównuje koloryt powieki. Kosztował około 20 złotych. Generalnie ładny, bazowy odcień. Jak większość cieni z firmy Inglot ma świetną pigmentację i trwałość. Akurat na tych produktach nigdy się nie zawodzę :) 



PS Przekroczyliście liczbę 50 obserwatorów co mnie bardzo cieszy! :) Planuję w najbliższym czasie z tej okazji zorganizować rozdanie. Mam pytanie: czy chciałybyście dostać oprócz nowych, także używane kosmetyki na zasadzie jednego swatcha(także praktycznie wcale)? 


 


wtorek, 29 listopada 2011

Szybkie zakupy

Moje życie ostatnio obfituje w negatywne sytuacje, więc humor poprawiam sobie zakupami :)
Dziś było tak samo :)


Natrafiłam akurat w Naturze na limitowanki Catrice i Essence. Z wampirzej serii spodobały mi się perfumy i lipstain w odcieniu 02 True Love. Natomiast z Catrice wybrałam tylko lakier do paznokci w kolorze Sydney. Jest to brudny fioletowo- szary, w którym się z miejsca zakochałam :) Reszta produktów z limitowanek jakoś nie przypadła mi zbytnio do gustu.

Potem udałam się do H&M, gdzie zakupiłam sobie kocią czapkę za 29 zł i komin za 39 zł. Generalnie humor chwilowo poprawiony, mam nadzieję, że negatywny okres szybko się skończy. Może to ta jesień? :(

niedziela, 27 listopada 2011

TAG: Subiektywny Ranking Przystojniaków

Bardzo spodobał mi się ten TAG :) Zazwyczaj nie lubię tego typu zabaw, ale ta przypadła mi do gustu. Zaczynajmy:) (kolejność przypadkowa)

1. Brad Pitt
Jestem zakochana w jego młodszej wersji. Uwielbiam jego niewymuszoną męskość, dystans, generalnie bardzo mi się podoba. Moje serce podbił pierwszy raz w filmie "Joe Black".


2. Ryan Reynold
To typ zabawnego przystojniaka, z takim można zapewne konie kraść :)


3. Gerard Butler
Bardzo męski, szorstki i tajemniczy- generalnie moje uosobienie silnego faceta :)


4. Josh Duhamel
Bardzo spodobał mi się w Transformersach i od tego czasu jestem jego wielką fanką :)


5. Ian Somerhalder
Boskiego Damona nikomu nie trzeba przedstawiać. Urzekł mnie odkąd tylko go zobaczyłam pierwszy raz w Pamiętnikach Wampirów.

6. Harrison Ford
Podoba mi się jego młodsza wersja jako Han Solo w Gwiezdnych Wojnach oraz Indiana Jones :)


7. Chad Murray
Bardzo mi się podoba, z namiętnością oglądałam go w każdym odcinku One Tree Hill. Poza tym mój facet jest do niego podobny, więc tym bardzie ten aktor u mnie znajduje się wysoko w rankingu :)

sobota, 26 listopada 2011

Moja kolekcja cieni w kremie

Ostatnimi czasy strasznie polubiłam cienie w kremie, jeszcze w liceum również stosowałam je namiętnie, ale potem jakoś mi przeszło. Miłość powróciła wraz z produktami Essence z limitowanej edycji Ballerina Backstage oraz cieni 01 dance the swan lake i 02 pas de copper.

Pierwszy z nich to bardzo ładna bazowa biel. Świetnie sprawdza się także pod łuk brwiowy oraz w wewnętrzny kącik oka. Drugi to złoto- brązowy odcień, który idealnie pasuje do moich zielonych oczu. Często służył mi w szybkich makijażach podczas wakacji :)
Generalnie jestem zadowolona z produktów z Essence, ponieważ na bazie utrzymują się te 8 godzin. Bez bazy po 4 godzinach niestety się rolują, ich pigmentacja jest bardzo dobra.



Kolejnym krokiem był zakup paint potów z Maca: Bare Study, Coral Crepe, Moss Scape.
One zupełnie podbiły moje serce, a zwłaszcza odcień Bare Study. Na co dzień chętnie go łączę z Coral Crepe i eyelinerem. Szybki makijaż z ich użyciem jest możliwy w każdej chwili :) Pod paint poty stosuję bazę, zatem utrzymują się calutki dzień.

Generalnie mogę wszystkim polecić cienie w kremie, gdyż jest to świetna alternatywa, zwłaszcza kiedy nie mamy ochoty i czasu na skomplikowany make-up :)




Jakie macie swoje ulubione cienie w kremie?


PS Wygrałam swoje pierwsze rozdanie i strasznie się cieszę :)

niedziela, 13 listopada 2011

Przesyłki :D

Byłam w domu na weekend i mogłam odebrać moje przesyłki:) Jestem totalnie zachwycona nimi i muszę się Wam pochwalić moimi zdobyczami. Większość z nich pochodzi z wymianek, zatem nic na nie nie wydałam, tylko paletki cieni są kupione na ebayu i allegro :)


1. Pomadka do ust Maybelline, nr 75- Raspberry Diamonds- piękny odcień na co dzień, połączenie błyszczyka ze szminką bardzo przypadło mi do gustu :)

2. Paletka cieni Wet'n wild- Comfort Zone- marzyła mi się od bardzo dawna i udało mi się ją zakupić za około 30 złotych z przesyłką w serwisie Ebay. Pierwsze testy wypadły pozytywnie i chyba trafi do moich ulubieńców. Zaskoczyła mnie dobra jakość cieni, planuję w przyszłości recenzję :)

3. Paint poty MAC: Coral Crepe oraz Bare Study- moja mania paintpotowa nadal trwa i poszukuję ideału, którym chyba stanie się Bare Study. Polecam :)

4. Próbki: podkład Lancome Maggie Matte, krem do mycia twarzy Shinseido, krem do twarzy Guerlain, serum na noc Estee Lauder oraz woda toaletowa Clarins- dostałam je jako dodatki do wymianki, z których jestem nieziemsko zadowolona, ponieważ zazwyczaj nie mam okazji testować kosmetyków z wysokiej półki.

5. Baza pod cienie w kredce, Gosh- chciałam ją mieć od dawna, bo wydaje mi się bardzo praktyczna. Wciąż czeka na testy.

6. Podkład Bourjois Healthy Mix nr 51- pierwsze testy wypadły bardzo pozytywnie i czuję, że to miłość od pierwszego wejrzenia :)

7. Mgiełka do twarzy Swedish SPA, Oriflame- bardzo przyjemny kosmetyk, który odświeża twarz w ciągu dnia.

8. Preen Palette, Urban Decay- chciałam zakupić sobie paletkę Naked, ale stwierdziłam, że bardzo dużo kosztuje i wolę przetestować najpierw tę firmę. Muszę Wam powiedzieć, że zarówno cienie, jak i baza są genialnej jakości. Stwierdzam, że pracuje się z nimi o niebo lepiej od Maca. To na pewno nie ostatni zakup z Urban Decay.

piątek, 11 listopada 2011

Tisane: słoiczek czy sztyft?

Witajcie!

Dziś zrobię recenzję porównawczą Tisane w wersji w słoiczku oraz w sztyfcie. Sama aktualnie używam już drugi raz obu tych produktów, więc chyba mogę już jasno stwierdzić co mi się podoba, a co nie:)

Tisane w słoiczku

Zalety:
-gęsta i miękka konsystencja,
-intensywny zapach, który uwielbiam!
-wydajny,
-świetnie nawilża usta,

Wady:
-balsam w słoiczku, chociaż mnie to osobiście nie przeszkadza.

Tisane w sztyfcie

Zalety:
-forma sztyftu,
-można go zabrać do pracy/na uczelnię,
-dobrze nawilża.

Wady:
-mało intensywny zapach,
-strasznie niewydajny,
-droższy od wersji w słoiczku.

Podsumowując zdecydowanie bardziej wolę wersję w słoiczku ze względu na lepsze nawilżenie i intensywniejszy zapach :) Nie przeszkadza mi nakładanie kosmetyku, zatem myślę, że przy niej zostanę. Co więcej sztyft szybciej się zużywa, a w mojej aptece jest około 2 złote droższy(sztyft- 11 zł, słoik- 9zł).